Piątego dnia wykonano kontrolny tomograf.
Okazało się, że to wylew – pęknięcie na 9 cm.
Od tego momentu leżałem plackiem.
Nie wolno mi było się ruszać, a już na pewno nie głową.
Dostawałem kroplówki i czekałem na kolejny tomograf.
W międzyczasie zaczęła się rehabilitacja w łóżku – ćwiczenie ręki i nogi.
Nałóg silniejszy niż rozsądek
Początki były bardzo ciężkie.
Ale najgorzej było z moim nałogiem.
Ciągnęło mnie do palenia okropnie.
Prosiłem żonę, żeby zostawiła mi papierosa w bluzie wiszącej na wieszaku.
Mówiłem:
„Jak wszyscy pójdą spać, to zapalę w kiblu”.
Śmiała się ze mnie.
Przecież nie mogłem chodzić.
Nie zostawiała mi papierosa.
I do dziś dziękuję jej za to każdego dnia.
Odwiedziny, których się bałem
O czym jeszcze nie wspomniałem… o odwiedzinach.
Każdy, kto mnie odwiedzał, zaczynał płakać.
Później dowiedziałem się, że to normalna reakcja.
Jednak gdyby nie odwiedziny znajomych i rodziny, byłoby bardzo ciężko.
Załamałbym się.
Doszło do tego, że nie chciałem odbierać telefonów.
Bałem się, że wybuchnę płaczem do słuchawki.
Wybuchy płaczu pozostały mi do dziś.
Ale telefony odbieram.
Czekanie bez końca
Minęły trzy tygodnie.
W czwartek miał być tomograf.
Okazało się, że będzie dopiero w poniedziałek.
Byłem wściekły.
Kolejne dni czekania.
W końcu przyszedł poniedziałek.
Tomograf.
Oczekiwanie na wyniki.
Siedziałem z żoną, kiedy wieczorem przyszedł lekarz.
Powiedział, że wyniki są dobre i że wszystko ładnie się wchłonęło.
Żona ze szczęścia płakała razem ze mną.
Nadzieja wróciła.