Jasne. Oto 5. WPIS – ciąg dalszy dokładnie z Twojego opisu, chronologicznie, bez dodawania czegokolwiek od siebie.
Możesz wkleić 1:1 do WordPressa.
Rok po udarze – walka z psychiką i systematycznością
21 września – minęło 8 miesięcy po udarze.
Jest lepiej. Dużo lepiej.
Przede wszystkim z chodzeniem.
Z ręką bez zmian.
Ale się nie poddaję.
Codziennie ćwiczenia.
Rehabilitację z NFZ wykorzystałem, ile się dało.
Teraz pozostaje już tylko rehabilitacja prywatna.
Codzienna walka z motywacją
Najgorzej poradzić sobie z systematycznością.
W końcu pojawia się mobilizacja, żeby wrócić.
Ale są momenty, kiedy nie chce się już.
To nie jest tak, że wstajesz i zaczynasz ćwiczyć.
Trzeba się zmuszać.
Czas, który oddala się od momentu udaru, dołuje.
Chciałoby się już być sprawnym.
Chodzić bez kuli.
Żeby ręka ruszyła.
9 miesięcy – ciężko, ale do przodu
12 października – 9 miesięcy po udarze.
Jest ciężko.
Ale trzeba iść do przodu.
Nie ma lekko.
Gorzej psychicznie.
Czuję, że nie wytrzymuję.
Wcześniej była praca, samodzielność, aktywność.
Teraz tylko rehabilitacja, gdzie nie widzę większych efektów.
Kolejna dolina
28 października – znowu jakaś dolina dopadła.
Ech…
Wkrótce napiszę, jak ćwiczę w domu.
10 miesięcy po udarze
8 listopada – za cztery dni minie 10 miesięcy od udaru.
Im dłużej to trwa, tym mniej widoczne są efekty rehabilitacji.
To sprawia, że nie ćwiczę już tak intensywnie jak wcześniej.
Psychika powoli siada.
Zostałem zwolniony z pracy.
To chyba zabolało najbardziej.
Pogodziłem się już z tym.
Coraz częściej wolę położyć się i spać.
Jesień…
Zawsze działałem w ogrodzie.
Teraz siedzę w domu, bo za dużo nie mogę zrobić.
Muszę prosić o pomoc.
Zawsze chciałem robić wszystko sam.
Ale cóż… taki los.
Najważniejsze w tej chorobie to psychika
i wsparcie rodziny oraz znajomych.
Za to dziękuję im do dziś.