Minął rok – walczę dalej

12 stycznia – minął rok od udaru.

Myślałem po cichu, że w ciągu roku uda mi się wyjść z tej choroby.
Jednak potrzeba więcej czasu.

Przestałem myśleć w kategoriach:
„może jutro coś ruszy”,
„może za tydzień”,
„może za miesiąc”.

Daję sobie kilka lat.
Tak jest bezpieczniej psychicznie.


To był dobry rok

Nie ma takiego zawodu.
Dziwne, ale uważam, że to był dobry rok.

Najważniejsze jest to, że się nie poddałem.
Walczę, a jest bardzo ciężko.

Przecież się nie położę – bo to byłoby ostateczne wyjście.


Marzenia i rzeczywistość

Marzę o własnym domu.
Mieszkać tylko z żoną.

Ale bez zatrudnienia jest ciężko,
choć zdarzają się dorywcze prace.

Rehabilitacja?
Ćwiczę codziennie.

Teraz skupiam się na nodze, żebym mógł kierować samochodem.
Nie pracuje mi stopa – mam problem ze sprzęgłem.

Wyjściem byłby samochód z automatyczną skrzynią biegów.
Ale to ja muszę wrócić do tego, co było.
Nie mogę zmieniać całego otoczenia pod siebie – bo byłoby za łatwo.


Pytania bez odpowiedzi

Chciałbym coś robić…
ale sam nie wiem co.


Powrót do rehabilitacji

17 stycznia – od poniedziałku rehabilitacja na NFZ.
Kilka godzin dziennie przez dwa tygodnie.

Prądy, masaż i ćwiczenia z fizjoterapeutą.

Wreszcie inne otoczenie.
Powoli dobija mnie siedzenie w domu.

Ale się nie załamię.

Czasami zastanawiam się, skąd mam tyle siły.
Nie wiem.
Ale mam.

Ciekawe, czy ktoś w ogóle to czyta…